Wszystko co dobre niestety szybko się kończy i Freeride Camp dotarł do swojego finału. Ostatni dzień wyjazdów rządzi się swoimi prawami – zwykle to właśnie wtedy wszyscy planują zrealizować wszystkie cele, których nie udało się osiągnąć przez cały miniony tydzień. Tak było i tym razem, choć niestety ambitne zapędy skutecznie zostały ostudzone przez podmuchy lodowatego wiatru, który od rana niepodzielnie rządził w górach. Bezpieczne dowiezienie działających jak żagiel nart na szczyt gondoli Schareck wymagało nieco “myśli technicznej” i sprytu. Nieodzowne okazały się pętle od kijków, które skutecznie uniemożliwiły odfrunięcie sprzętu w siną dal.

Knajpkę na szczycie przez większą część przedpołudnia okupowało kilka ekip, leniwie sącząc kawki, herbatki i gorącą czekoladę. Na szczęście jednak w końcu nastąpiło pospolite ruszenie i postanowiono sprawdzić jak wygląda sytuacja pogodowa po drugiej stronie tunelu. Jak się okazało, wiatr nie rozszalał się tam aż tak bardzo, z daleka za to można było podziwiać jak chmury pod jego wpływem przewalają się przez zbocze w Parku Narodowym Taurów Wysokich.

Zaprzyjaźniony z Heiligenblut fotograf, Tomek Rakoczy, korzystając z pięknej pogody intensywnie pracował nad uzupełnieniem materiału foto, ale udało się także złapać i jego po drugiej stronie obiektywu:

Mamy wielką nadzieję, że wszyscy przybyli na imprezę przygotowaną przez ośrodek w Heiligenblut, będą ją miło wspominać i nieraz jeszcze zawitają do podnóży Grossglocknera. Przez cały tydzień można było jeździć w pełnym wachlarzu warunków – od przymrożonego i przewianego śniegu, aż po świetny puch. Trzeba było zmierzyć się z silnym wiatrem, który po swojemu zmieniał i dyktował warunki w miejscach w które spoglądali freeriderzy. Jednym słowem Taury Wysokie były bardzo przyjaźnie nastawione do przybyszów w Polski, ale nie zapomniały pokazać pazura i dać do zrozumienia kto tu tak naprawdę rządzi.